Muzyka liturgii prawosławnej jest u nas wciąż zbyt mało znana, zwłaszcza ta oryginalna z dawnych wieków. A szkoda, gdyż jest to zjawisko nie tylko frapujące, ale i piękne, a podane w mistrzowskiej interpretacji, w naturalny sposób prowadzi nas w obszary mistycyzmu.

W programie kolejnego wysmakowanego wydawnictwa Fundacji inCanto znalazły się staroruskie (XVI–XVII wiek), w części zrekonstruowane śpiewy odtwarzające układ liturgii za zmarłych. Przynależą one do trzech rodzajów uprawianych w dawnej cerkwi: znamiennego, liniowego i diemiestwiennego. O ich specyfice, sposobach zapisywania i funkcji liturgicznej można przeczytać w pouczającym tekście dyrygenta zespołu Ex Libris, Daniła Sajapina. Rozwinięciem jest artykuł Daniela Sawickiego, wprowadzający w historię i teologię staroruskiej tradycji wokalnej. Walor poznawczy płyty oraz towarzyszących jej tekstów jest więc olbrzymi; wymiar artystyczny również wart jest polecenia.

Przede wszystkim brzmienie dwunastoosobowego zespołu – nasycone, głębokie, przestrzenne i, nie waham się użyć tego słowa, uduchowione.

Piękne tak w solowych melorecytacjach, jak i w odcinkach chóralnych (jedno- i wielogłosowych), wsparte ekspresyjną wibracją i wyrafinowaną ornamentyką. Wspomaga je znakomita jakość nagrania, ukazująca przestrzeń akustyczną cerkiewnego wnętrza.

Muzyka rozwija się głównie w wymiarze litanijnym, w naprzemiennym śpiewie solisty i zespołu, spiętym w jedną całość, mimo podziału płyty na 36 indeksów (nie zalecam korzystania z nich podczas słuchania). Szkoda, że nie można przeczytać tłumaczeń tekstów odtwarzanych modlitw, ale rozumiem, że ze względu na ich objętość potrzebne byłoby osobne wydawnictwo. Warto zwrócić uwagę na piękną harmonikę wielogłosu, wzbogacaną za sprawą śmiało wykorzystywanych dysonansów. Faktura ma tu wyrazistą symbolikę, szczególnie wymowną, gdy z jednego głosu śpiewu liniowego wyłania się trójgłos, w którym głos centralny jest odbiciem Boga Ojca, a dwa skrajne pozostałych Osób Trójcy Świętej.

Płyta ze wszech miar godna polecenia!

Witold Paprocki

Recenzja ukazała się w numerze 5/2021 Ruchu Muzycznego